Macierzyństwo slider

6 miesiąc…przełomowy

fot. Olga Jędrzejewska <3

wnętrze: RÓŻOVE  <3 Dziękujemy za użyczenie pięknego wnętrza 🙂 Polecam sałatkę z pieczonym burakiem i kozim serem. Kotajl malinowy pychotka!

Oj tak… zdecydowanie przełomowy, inny niż wszystkie…

Na przełomie 5 a 6 miesiąca moje życie uległo totalnej zmianie. Doświadczyłam w życiu po raz pierwszy sytuacji, gdzie świadomie odchodziłam na tzw. najdłuższy urlop w życiu ( no chyba, że dożyję emerytury heh). Zakończyłam czynny udział w firmie. Wcześniej niż planowałam. Dlaczego? Od początku ciąży pracowałam tak samo intensywnie jak przed. Uważałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, bo przecież wszystko jest w porządku. Myślę, że dzięki pracy tak dobrze przeszłam pierwszy trymestr. Nie miałam czasu na użalanie się nad swoim stanem. Poranne mdłości musiały trwać krótko, bo przecież trzeba było jechać do biura. Dzięki pełnej mobilizacji i zaangażowaniu w firmie, nie myślałam o swoim samopoczuciu i trzymałam się twardo. Oczywiście po pracy czułam się jak wrak człowieka, a zmęczenie było silniejsze niż wcześniej. Jednak z perspektywy czasu uważam, że dobrze robiłam. Lekarka nie zabraniała mi pracy, ale uczulała na dbanie o siebie i odpowiedzialność. Tak mijały pierwsze miesiące.

Kiedy nadszedł 5 miesiąc, organizm zaczął wysyłać niepokojące sygnały. Psychika nie była taka jak wcześniej. Bardzo szybko się denerwowałam, stres dopadał mnie szybciej niż zwykle, a frustracja nie pozwalała się skupić i trzeźwo myśleć. Hormony buzowały, a mi trudno było zapanować nad swoimi emocjami podczas pracy. Do psychicznych dolegliwości doszły fizyczne. Podczas długich tras samochodem ( ok 300-400 km) pojawiły się bóle podbrzusza, dziwne skurcze i napięcia. Za kierownicą na autostradzie samej daleko od domu, swojego lekarza i męża, głowa ewidentnie nie dawała rady. Przyszedł czas, aby powiedzieć stop! Musiałam dosłownie przeprowadzić rozmowę sama ze sobą. Podczas powrotu do domu mówiłam do siebie ” Kochana! Nie Ty jesteś teraz najważniejsza! Nie Twoje chore ambicje, a Twoje maleństwo, które jest w pełni uzależnione od Ciebie „. Nie tak szybko dotarło do mnie, że to nie ja teraz decyduje o swoim życiu. Jednak kiedy dotarło to do mnie, że jestem odpowiedzialna za drugie życie, które rozwija się w moim ciele, nie miałam już wątpliwości. Podczas kolejnej wizyty kontrolnej odebrałam pierwsze L4 z powodu ciąży. Lekarka odetchnęła, bo już od kilku wizyt pytała mnie kiedy zwolnię tempo. Oczywiście wcześniej uprzedziłam szefa. Zdążyliśmy zatrudnić nowego członka zespołu, który przejął moje obowiązki. Ja pomogłam mu w drożeniu się i ze spokojnym sumieniem mogłam się wycofać.

Pomysł na bloga pojawił się bardzo dawno temu, ale miał poczekać jeszcze jakiś czas 😉 Rzeczywiście miałam w planie założenie bloga, który będzie czymś w rodzaju mojego pamiętnika macierzyńskiego, jak również forum dla kobiet takich jak ja. Mówi się, że co się odwlecze, to nie uciecze…a jak się mówi, na przyspieszone działania? 🙂 Kiedy pierwszy trymestr minął i kiedy pojawiły się pierwsze sygnały, że czas zwolnić tempo, podjęłam decyzję o założeniu bloga. Musiałam narzucić sobie datę pokazania bloga światu, żeby mieć motywację do działania. Pewnie gdyby nie deklaracja na forum w social mediach, do dziś bym go nie stworzyła. Jako datę startu bloga, obrałam swoje urodziny. Uznałam, że będzie to dobra data, aby zacząć coś nowego w tym szczególnym dniu ostatnich dwudziestych urodzin. Blog nie doszedł by do skutku bez osoby, która pomogła mi niezmiernie. Marek, dobra dusza z Krakowa włożył w tego bloga ogrom pracy i serca. Gdyby nie on, do dziś nie wiedziałabym jak tworzy się taką stronę. Pomógł w obsłudze szablonu, dostosował go do moich oczekiwań i nauczył obsługi. Jestem mu bardzo wdzięczna, bo takich ludzi jak Marek nie ma na pęczki. Oprócz strony potrzebowałam wpisy, które rzecz jasna sama pisałam jeszcze w trakcie pracy, ale ktoś musiał pomóc mi w stworzeniu zdjęć do wpisów. Jestem wdzięczna Asi, koleżance z pracy, która poświęciła mi swój prywatny, cenny czas, abym mogła o czasie ruszyć z publikacją bloga. W tworzenie zdjęć zaangażowała się również rodzina. Piękne zdjęcia w sypialni mojej cioci zrobił mi mój tato. Pisząc to, uświadamiam sobie jak bardzo potrzebni są nam życzliwi ludzie wokół siebie. Otaczajmy się dobrymi duszami, które dodają nam energii, skrzydeł i dzięki którym możemy osiągać swoje cele i spełniać marzenia. Takie osoby są bardzo cenne dla nas ze względu na swoją życzliwość, chęć niesienia nam pomocy, bo tylko na takich ludzi możemy liczyć w potrzebie. Pamiętajmy o nich i niech wiedzą, że oni będą mogli liczyć na nas w razie potrzeby. Z tego miejsca DZIĘKUJĘ tym osobom, które przyczyniły się do powstania bloga i rozpoczęcia czegoś nowego w moim życiu. Nie zapomnę Wam tego. Wy również możecie na mnie liczyć.

6 miesiąc mam już za sobą. Obecnie jestem w 7, który okazuje się najlepszym dotychczas…. ale o tym wkrótce 😉

Stylizacje:

błękitna sukienka POZERKI.PL

granatowy płaszczyk Reserved

różowa koszulka TAFF.ONE

ciążowe jeansy: H&M

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply
    Marek
    11 maja 2017 at 12:21

    Praca z Tobą to była czysta przyjemność! Tylko konkrety, szybka nauka i wspaniały blog powstał w kilka dni!

  • Reply
    Martyna
    11 maja 2017 at 12:48

    Dobro wraca Kochana! Ty też pomogłaś nie jednej osobie na ścieżkach życia. Ściskam Cię mocno i mam nadzieję, że wypijemy razem ten pyszny koktajl jeszcze przed rozwiązaniem.

  • Leave a Reply